Poezja

Jarosław Iwaszkiewicz, Urania

lipiec 23, 2021
Uranio, sosno, siostro – tak ciebie nazywam Bo palcem pnia swojego ukazujesz niebo Wiatr co się w twojej czarnej grzywie zrywa Zacicha dołem. Siostro, wzywam ciebie Jak niegdyś wróże w koronach z jemioły Abyś wytrwała w progu mego domu I…
Kalendarium

Szachy - filmowe opowieści

lipiec 20, 2021
20 lipca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Szachów! Przy tej okazji spójrzcie na obraz "Gra w szachy" Sofonisby Anguissoli ze zbiorów Muzeum Narodowego w Poznaniu.Jak widać, gra w szachy nie była nigdy tylko męską grą wymagającą logiki i umiejętności strategicznych :) Ogladaliście…
Afryka

Żywy Pomnik

maj 19, 2021
Kamień skruszeje, stal skoroduje - życie będzie trwało.  
Informator

Rozmowa Radia Istebna - Fundacja Jest BOSKO

maj 08, 2021
Nie ma fajnych młodych ludzi w Istebnej? NIEPRAWDA!Posłuchajcie i zmienicie zdanie :)
Informator

"Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma."

kwiecień 27, 2021
Nigdy nie ma dobrego momentu na pożegnanie bliskich, ale zawsze jest dobry czas, żeby otulić ich myślami...  
Informator

Rozmowa Radia Istebna - Po nasziymu

kwiecień 24, 2021
Kolejne spotkanie w Radiu Istebna - tym razem moimi gośćmi byli: Bronka Polok, Józef Michałek, Andrzej Suszka.
Informator

WESOŁYCH ŚWIĄT!

kwiecień 03, 2021
Informator

Zanim zobaczysz na żywo - film w 4k

marzec 26, 2021
WAITOMO CAVES
Kalendarium

Kalendarium Radia Istebna - 15 marca

marzec 15, 2021
Zdarzyło się dzisiaj...

Adam Asnyk.

Marzenie poranne. 

Siedziała w ogrodzie w półświetle, w półcieniu,

Przy blasku wschodzącej jutrzenki,

Wśród ciszy porannej oddana marzeniu,

Słuchając słowika piosenki.

 

Marzyła o szczęściu, miłości - tak trocha,

Bo o czymże można by innym?

Wszak każda dziewczyna, choć jeszcze nie kocha,

Marzeniem się bawi niewinnym.

 

Tęsknota, niepokój i dziwne żądania

Nieznanych a słodkich upojeń

Budziły w jej sercu odblaskiem świtania

Girlandy tęczowych urojeń.

 

I piła skwapliwie te wonie, te fale

Powietrza, co pierś jej wznosiły,

I mocniej błyszczały jej ustek korale

I żywiej się oczy paliły.

 

Patrzała na kwiaty, co jasne z uśmiechem

Skłaniały kielichy miłośnie,

I dzieląc się wonnym rozkoszy oddechem,

Szeptały o szczęściu i wiośnie.

 

Widziała konwalię dziewiczą, jak drżała,

Łzy lejąc z drobnego kielicha,

W objęciach wietrzyka, a choć tak nieśmiała,

Jednakże coś pragnie i wzdycha.

 

A dalej narcyzy tak piękne, urocze...

Że muszą samotne pozostać,

Więc główki zwiesiły nad wody przeźrocze,

Ścigając odbitą w niej postać.

 

Tam znowu fijołki, kryjące się w trawie;

Tak dobrze tej cichej rodzinie!

Nie myśli o próżnej wielkości i sławie,

Lecz żyje dla siebie jedynie.

 

Tak marząc o kwiatach i tonąc w marzeniach,

Oparła na ręku swą głowę

I chmurki śledziła w słonecznych promieniach

To srebrne, to znowu różowe.

 

Wtem widzi zdziwiona: że z słońca promieni

W jej oczach gmach staje złocisty,

Z kopułą szafirów, z ścianami z zieleni,

A cały jak kryształ przejrzysty.

 

Kolumny - to palmy splecione w arkady

Przez liany i bluszcze wiszące,

Schodami - srebrzyste ściekają kaskady,

Posadzką - mozajki kwitnące.

 

I widzi strwożona, jak kwiatów kielichy

Ludzkimi ją mierzą oczami,

I widzi rój sylfów skrzydlaty i cichy -

Jak igra w powietrzu z tęczami.

 

A jeden z narcyzów rosami wilgotny

W pięknego młodzieńca się zmienia,

Lecz skrzydeł nie dostał i usiadł samotny

Nad brzegiem srebrnego strumienia.

 

I widzi wzruszona, jak wiatrom się skarży:

Że nie ma na świecie nikogo...

I słyszy westchnienia i w myślach się waży,

A tak jej smutno i błogo.

 

Nad litość nic nie ma na ziemi świętszego,

Więc litość skłoniła dziewczynę,

Że wstała powoli i poszła do niego

Zapytać o smutku przyczynę.

 

Słyszała jak przez sen wyrazy namiętne,

Co śpiewnym pieściły ją echem,

I oczy widziała tak piękne a smętne,

Że odejść byłoby, ach! grzechem.

 

Słyszała, jak mówił: "Ty jesteś wybraną,

By nowe ukazać mi życie

I duszę na wieczną tęsknotę skazaną

W niebiańskim pogrążyć zachwycie.

 

Ty jedna! ach! możesz, na ziemi ty jedna!

Otworzyć mi nieba podwoje,

Twa miłość nam władzę cudowną wyjedna,

I skrzydła dostaniem oboje".

 

To wszystko słyszała jak w sennym marzeniu -

I uciec, i zostać by chciała,

Aż wreszcie uległa słodkiemu wzruszeniu

I rękę nieśmiało podała.

 

Podała - i nagle spostrzegła z podziwem,

Że lecą oboje dłoń w dłoni,

Złączeni swych skrzydeł tęczowym ogniwem

W obłoku jasności i woni.

 

A wszystko się przed nią roztapia w blask słońca,

Pierś samą oddycha rozkoszą,

Kraina cudowna, bez końca - bez końca,

A skrzydła ją w górę unoszą;

 

I płyną wciąż razem w błękitne etery

Po szlakach przestrzeni gwiaździstych,

A pieśni - nadziemskie śpiewają im sfery

O ducha pragnieniach wieczystych.

 

Więc czuje: że serce wyrywa się z łona,

Że nadmiar uczucia pierś tłoczy,

Wśród jasnych błękitów, gwiazd złotych, stęskniona

Na niego podniosła swe oczy.

 

I wzrokiem spoczęła w młodzieńca spojrzeniu,

Co ognia płynęło falami,

I w sennej ekstazy bezbrzeżnym pragnieniu

Ust jego dotknęła ustami.

 

Wtem wszystko przepada... i widzi, o dziwy -

Świat jasnych urojeń znikniony!

I siebie zmienioną w krzak brzydkiej pokrzywy,

A młodzian stał w oset zmieniony.

 

W rozpaczy i wstydzie chce płakać - nic zdoła;

Cóż będzie nieszczęsna robiła?

Wtem słyszy z radością, że matka ją woła,

I nagle się ze snu zbudziła -

 

I poszła zapytać do matki, co znaczy

Sen dziwny o takiej przygodzie.

A matka z uśmiechem swej córce tłumaczy,

 

Że marzyć nie trzeba w ogrodzie.

 

Obraz: Joan Brull „Marzenie„ 1905 

Komentuj

Więcej w tej kategorii: « Pablo Neruda. Pablo Neruda. »
Zaloguj się, by skomentować